Za fikcyjne samozatrudnienie zapłacą obie strony
Nowelizacja ustawy o PIT czeka już tylko na podpis prezydenta. Zgodnie z wprowadzanymi przez nią zmianami, część obecnych właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych od przyszłego roku przestanie być przedsiębiorcami.
Samozatrudnienie jest często rozwiązaniem najkorzystniejszym zarówno dla zlecającego, jak i dla wykonującego zleconą pracę. Dotyczy to zwłaszcza specjalistów i wolnych zawodów. Jednak bywa równie często wykorzystywane wyłącznie do cięcia kosztów zatrudnienia. Dlatego też nowelizacja ustawy o PIT wprowadza w życie nową definicję przedsiębiorcy. Nie będzie nim właściciel działalności gospodarczej, spełniający trzy kryteria:
odpowiedzialność wobec osób trzecich za rezultat ponosi zlecający,
czynności wykonywane są pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie, które wyznaczył,
wykonujący nie ponosi ryzyka gospodarczego.
Taki przedsiębiorca zostanie przez organa skarbowe uznany za pracownika lub zleceniobiorcę, ze wszelkimi tego konsekwencjami podatkowymi i ubezpieczeniowymi. W tym przypadku, zarówno zleceniobiorcę (pracownika), jak i zleceniodawcę (pracodawcę) obciążą wszystkie zaległe składki ZUS oraz podatki.
Wprowadzone rozwiązania spotkały się z powszechną krytyką zarówno pracodawców jak i pracobiorców. Jak mówi Magdalena Garbacz, ekspert prawny PKPP Lewiatan: "Kwestią do oddzielnej dyskusji jest to, czy optymalizację kosztów ustawodawca powinien traktować jako zjawisko, z którym należy walczyć. My uważamy, że zdecydowanie nie. A ze zjawiskami naruszającymi prawa pracownicze należy walczyć instrumentami prawa pracy, a nie prawa podatkowego." Opinie przedsiębiorców w tej sprawie są w większości zgodne i negatywne.
Offline